Turystyka eventowa: jak koncert Taylor Swift wpłynął na hotele?

Turystyka eventowa to zjawisko polegające na odwiedzaniu danych miast na krótki okres przy okazji wydarzeń sportowych i kulturalnych

Masz ulubionego artystę, za którym pojechałbyś na koniec świata na koncert? Wielu fanów tak ma – i nie cofnie się przed niczym, by zobaczyć idola na żywo. Tak rodzi się turystyka eventowa – podróżowanie specjalnie na duże wydarzenia, takie jak koncerty, festiwale, mecze czy konwenty. Efekty potrafią być imponujące: napływ tysięcy przyjezdnych, skokowy wzrost cen noclegów, a dla lokalnej gospodarki – prawdziwe żniwa. Doskonałym przykładem jest niedawna trasa koncertowa Taylor Swift. Jej koncerty wywołały istną gorączkę nie tylko wśród fanów, ale i… hotelarzy.

Sprawdźmy, jak występ Taylor Swift w Warszawie wpłynął na rynek hotelowy, i co to mówi o turystyce eventowej w Polsce.

Czym jest turystyka eventowa?

Najpierw wyjaśnijmy pojęcie. Turystyka eventowa (ang. event tourism) to zjawisko, gdzie głównym celem podróży jest uczestnictwo w konkretnym wydarzeniu. Może to być koncert światowej gwiazdy muzyki, duży festiwal (np. Open’er Festival w Gdyni), ważny mecz piłkarski (jak niedawny finał Ligi Konferencji we Wrocławiu), turniej e-sportowy, a nawet premiera filmu czy wystawa Expo. Ludzie przemierzają nieraz setki i tysiące kilometrów, wydają spore sumy na bilety, transport, hotele – wszystko po to, by być tam, gdzie dzieje się coś wyjątkowego.

Dla miast i regionów goszczących takie imprezy, turyści eventowi to żyła złota. Przyjezdni muszą gdzieś spać, coś jeść, czymś dojechać – napędzają więc biznes hotelarski, gastronomię, transport (taksówki, komunikację), a nierzadko też handel (kupują pamiątki, zwiedzają okoliczne atrakcje). Duże wydarzenie to efekt mnożnikowy: jedno euro wydane na bilet koncertowy może przełożyć się na kilka euro wydanych w lokalnej gospodarce.

W przypadku mega-gwiazd muzyki powstało nawet żartobliwe określenie „tourism by Swift” lub „Swiftonomics”, opisujące wpływ Taylor Swift na miasta, gdzie gra koncerty. Amerykańska piosenkarka stała się symbolem tego trendu, bo jej najnowsza trasa koncertowa biła rekordy popularności i generowała niesamowite przychody dla odwiedzanych miejsc.

Taylor Swift w Warszawie – szał fanów i… cen noclegów

Taylor Swift ogłosiła, że w ramach Eras Tour zagra w Warszawie trzy koncerty z rzędu, 1, 2 i 3 sierpnia 2024 na PGE Narodowym. Dla polskich fanów – euforia, ale nie tylko dla nich. Również dla branży turystycznej w stolicy. I rzeczywiście, już na kilka miesięcy przed koncertami zaczęły dziać się niezwykłe rzeczy z rynkiem noclegowym.

Jak donosiły media, ceny za noclegi w Warszawie na czas koncertów poszybowały w górę tak bardzo, że można było złapać się za głowę. Serwis Booking.com pokazywał, że ponad 80% miejsc noclegowych w mieście było już zarezerwowanych na te daty, a te które zostały – kosztowały fortunę. Przykłady? Proszę bardzo:

  • Zwykle niedrogie apartamenty za kilkaset złotych nagle były wystawiane po kilka tysięcy złotych za noc. Według relacji mediów, niewielkie studio na Mokotowie, które pod koniec lipca kosztowałoby ~478 zł za noc, w weekend koncertowy skoczyło do 1773 zł/noc. To 270% podwyżki – z ~950 zł za dwa dni do 3546 zł za dwa dni pobytu! Podobnych przykładów było mnóstwo.
  • Nawet dalej od stadionu ceny wystrzeliły. Apartament przy stacji metra Ursynów: zwykle ~593 zł/noc, na czas koncertu 1724 zł/noc – wzrost o ponad 190%. Na Bemowie (druga linia metra, dojazd w okolice stadionu): z 575 zł na 1625 zł (o 180% w górę).
  • Prawa strona Wisły, okolice Pragi – tu oferta noclegowa jest mniejsza, więc ceny jeszcze bardziej szalone. Przy stacji Szwedzka jednopokojowe lokum z 603 zł podskoczyło do 2233 zł/noc (+270%). Hit rekord: apartament w Pradze Północ z widokiem na zoo, który normalnie kosztuje ~857 zł/noc, ktoś oferował za 6565 zł/noc w trakcie koncertu! Za dwa dni dawało to ponad 14 tys. zł (choć gospodarz „łaskawie” dawał jakiś rabat przy dłuższym pobycie…).

Brzmi to wszystko kosmicznie? A jednak popyt był – bo fani rozchwytali noclegi mimo cen. Wspomniane 80% zajętych miejsc wiele tygodni przed koncertami to dowód, że chętnych nie brakowało. Do Warszawy zjechali ludzie z całej Polski i z zagranicy. Szacowano, że łącznie weźmie udział w tych koncertach ok. 180 tysięcy widzów (3 dni x 60 tys. miejsc na stadionie wyprzedanych). Oczywiście, spora część to mieszkańcy Warszawy, którzy nie potrzebowali noclegu, ale Warszawska Izba Gospodarcza oszacowała, że około 25% publiczności stanowić będą przyjezdni spoza miasta i zza granicy. To daje ok. 45 tysięcy turystów eventowych.

„Swiftonomics” w liczbach

Eksperci policzyli, ile pieniędzy może zostawić ta armia fanów w stolicy. Według Marka Traczyka z Izby Gospodarczej, przeciętny turysta eventowy na takim wydarzeniu wydaje około 1000 euro (na noclegi, jedzenie, transport, zakupy, atrakcje). Jeśli do Warszawy przybyło ok. 45 tys. takich osób, to łączna suma ich wydatków mogła sięgnąć nawet 45 mln euro, czyli ok. 190 mln zł! To w ciągu zaledwie kilku dni trwania koncertów. Taka kwota robi wrażenie nawet na miejskiej skali – to zastrzyk gotówki porównywalny z organizacją dużych międzynarodowych targów czy wydarzeń sportowych. Nie dziwi więc, że mówiono o „efekcie Taylor Swift” w kategoriach ekonomicznych.

Zresztą globalnie również to zauważono. Brytyjskie media donosiły, że 8 koncertów Taylor w Londynie może przynieść brytyjskiej gospodarce ok. 1 miliarda funtów zysków, bo na europejskie koncerty przylecieli nawet fani z USA (którzy nie dostali biletów u siebie). Tak narodziło się pojęcie Swiftonomics. Warszawa na tym tle to oczywiście mniejsza skala, ale i tak 190 mln zł to potężny zastrzyk dla lokalnego biznesu.

Hotele i mieszkania zarabiają, fani płaczą (ale płacą)

Wróćmy do sytuacji w Warszawie. Wzrost popytu na noclegi przy ograniczonej podaży oznacza jedno – ceny rosną, bo mogą. Hotelarze i wynajmujący mieszkania dokładnie wiedzieli, co się święci. Jak ujął to ekspert w rozmowie z PAP, hotele umiejętnie „żonglują” cenami. Kiedy nie ma eventu, sprzedają pokoje za 200-500 zł za noc. Ale gdy pojawia się taka impreza, windowanie cen nawet pięciokrotnie nie jest niczym niezwykłym. Co więcej, wiele obiektów wstrzymywało się z wynajmem ostatnich wolnych pokoi – trzymali je puste czekając na tych spóźnialskich fanów, którzy przyjadą na ostatnią chwilę i będą skłonni zapłacić każdą cenę. Bo gdy miasto już praktycznie pełne, a ktoś desperacko szuka noclegu dwa dni przed koncertem – właściciel hotelu może zażądać astronomicznej kwoty, wiedząc, że alternatyw brak.

Ci sprytniejsi fani rezerwowali więc noclegi z dużym wyprzedzeniem, jeszcze zanim ceny wystrzeliły. Inni kombinowali – szukali miejsc poza Warszawą. I rzeczywiście, wiele osób nocowało np. w okolicznych miejscowościach pod Warszawą, gdzie ceny były niższe (choć też wyższe niż zwykle). Dojazd pociągiem czy autem z takiego Żyrardowa czy Mińska Mazowieckiego to nieduży kłopot, a można było sporo oszczędzić. Ale i tam ceny poszły w górę – może nie pięciokrotnie, ale zauważalnie.

Ci, którzy nie znaleźli nic sensownego, decydowali się czasem na ekstremalne rozwiązania – np. przyjazd nocnym pociągiem na koncert i powrót zaraz po nim, żeby uniknąć kosztu noclegu. Media społecznościowe pełne były dyskusji fanów, jak tu przeżyć te koncerty logistycznie: „może drzemka na dworcu?”, „a może bus do Łodzi po koncercie i tam nocleg?”. To pokazuje, że turystyka eventowa ma też swoje „ofiary” – w postaci portfeli fanów. Warszawa gościła fanów m.in. z Niemiec, Wielkiej Brytanii, a nawet ze Stanów (spragnionych koncertu, bo w USA biletu nie dostali). Dla nich polskie ceny i tak bywały korzystniejsze niż np. w Londynie czy Berlinie.

Korzyści dla miasta – nie tylko hotele

Skorzystali nie tylko właściciele apartamentów Airbnb czy sieci hotelowe. Cały miejski ekosystem usług zarobił na takim evencie:

  • Restauracje i bary: Setki dodatkowych gości każdego dnia koncertu szukały jedzenia przed i po występie. Warszawskie knajpki w okolicach centrum i stadionu pękały w szwach. Szef gastronomii jednej z organizacji branżowych szacował, że restauracje mogły lekko podnieść ceny o ok. 10% w tym okresie, korzystając z napływu turystów. Dodatkowo, sprytni restauratorzy potrafili wykorzystać temat – np. tworząc specjalne drinki czy dania nawiązujące nazwą do piosenek Taylor Swift, licząc że fani skuszą się na „koktajl Swiftie”. Taka kreatywność się opłacała, bo fani chętnie uczestniczą w takich „tematycznych” akcjach.
  • Transport: Firmy przewozowe (taksówki, Uber/Bolt) miały żniwa – po koncertach popyt na kursy był ogromny. Również Koleje Mazowieckie czy PKP sprzedały mnóstwo biletów tym, którzy dojeżdżali spoza Warszawy każdego dnia. Komunikacja miejska uruchomiła specjalne nocne kursy dla rozwożenia tłumów ze stadionu – co prawda to akurat koszt dla miasta, ale pozwoliło sprawnie obsłużyć ruch. Wreszcie linie lotnicze: zanotowano wzmożony ruch na lotnisku Chopina, bo fani z zagranicy przylatywali na koncerty. Każdy taki turysta to też korzystający z lotniskowych taksówek, być może hotelu przy lotnisku itd.
  • Handel i atrakcje turystyczne: Część przyjezdnych potraktowała wyjazd na koncert jako okazję do pozwiedzania Warszawy. Muzea, galerie, sklepy z pamiątkami – tam też pieniądze płynęły. Jak zauważono, turyści eventowi nie tylko siedzą pod stadionem – rozjeżdżają się po mieście w wolnym czasie, zwiedzają i korzystają z atrakcji. Do tego dochodzi sprzedaż gadżetów koncertowych (koszulek, plakatów) – oficjalny merch Taylor Swift sprzedawano przy stadionie, ale zapewne i lokalni sprzedawcy pamiątek znaleźli coś dla siebie.

W efekcie taki wielki koncert czy wydarzenie sportowe ma efekt kuli śnieżnej dla gospodarki miasta.

Polska na eventowej mapie świata

Przykład Taylor Swift pokazuje, że Polska zaczyna przyciągać wielkie wydarzenia i korzystać na turystyce eventowej – choć wciąż mamy tu pole do rozwoju. Kraje zachodnie organizują latem tysiące koncertów, festiwali i eventów, ściągając od 25 do 30 mln turystów w sezonie. Polska nie ma aż takiej oferty – tych imprez u nas jest mniej, przez co i turyści eventowi stanowią mniejszy odsetek odwiedzających. Ale to się zmienia: coraz więcej międzynarodowych gwiazd włącza Polskę do tras (bo mamy dobre obiekty – stadiony, hale – i chłonny rynek coraz bogatszych fanów), rośnie też liczba festiwali o globalnej renomie (np. krakowski festiwal muzyki filmowej, poznański Pyrkon dla fanów fantastyki itp.).

Dla miast to sygnał, by inwestować w infrastrukturę i promocję eventów. Bo turystyka eventowa to nie tylko jednorazowy strzał zysków – to także promocja miasta. Tysiące obcokrajowców przyjeżdżających na koncert mogą potem rozpowiadać, jak fajnie było we Wrocławiu, w Warszawie czy Krakowie, wrzucać fotki, nakręcać hype na kolejne wydarzenia. To buduje markę miejsca.

Warszawa zdała egzamin podczas koncertów Taylor Swift – mimo tłumów obyło się bez poważniejszych problemów logistycznych, a miasto zyskało finansowo i wizerunkowo. Może to zachęci innych organizatorów do planowania tu dużych imprez. Pamiętajmy, że eventy to nie tylko kultura i rozrywka, ale i realny biznes dla lokalnej społeczności.

Podsumowanie

Historia koncertu Taylor Swift i warszawskich hoteli to doskonała ilustracja, jak potężny wpływ ma turystyka eventowa. Fani gotowi jechać za swoją gwiazdą uruchamiają ekonomiczną machinę, z której korzyści czerpią hotele, restauracje, transport, handel, a w efekcie całe miasto. Z punktu widzenia fana – bywa to bolesne dla kieszeni (wysokie ceny noclegów czy biletów), ale często i tak decyduje się on na wyjazd, bo przeżycie wydarzenia na żywo jest bezcenne.

Dla miasta i biznesu lokalnego – to szansa, by w parę dni zarobić tyle, co normalnie w kilka tygodni. Nic dziwnego, że miasta rywalizują o prawa do organizacji wielkich wydarzeń. W Polsce również zaczynamy dostrzegać ten potencjał. Możliwe, że w kolejnych latach będziemy gościć jeszcze więcej światowych tras koncertowych, międzynarodowych festiwali czy turniejów sportowych, a wraz z nimi – tysiące eventowych turystów.

Na koniec można zażartować: następnym razem, gdy zobaczysz absurdalnie drogi hotel w swoim mieście, sprawdź kalendarz – być może przyjeżdża Taylor Swift albo inna gwiazda i kręci się właśnie „eventowa” koniunktura. Turystyka eventowa to znak naszych czasów – łączymy pasję do przeżyć z pasją do podróżowania, a ekonomia bardzo na tym zyskuje. Jak śpiewa Taylor, „we’ll never go out of style” – wygląda na to, że imprezy i podróże za nimi jeszcze długo nie wyjdą z mody, również w Polsce.

Dane wykorzystane w artykule pochodzą ze stron https://warsawinsider.pl/taylor-swift-in-warsaw/ oraz https://www.pap.pl/aktualnosci/taylor-swift-zagra-w-warszawie-jak-wplynie-na-ceny-w-stolicy-turysci-zostawia-ok-190

tm, Zdjęcie dodane przez picjumbo.com z Pexels