Zawody deficytowe 2026 — gdzie w Polsce brakuje rąk i ile płacą

Kierowca ciężarówki na polskim parkingu przy trasie — jeden z najbardziej deficytowych zawodów 2026 roku

Zawody deficytowe 2026 to według rządowego Barometru zawodów 17 grup zawodowych — i ani jedna nadwyżkowa w skali kraju. Na czele listy stoją kierowcy ciężarówek, lekarze, psycholodzy i pielęgniarki. Deficyt nie znaczy jednak automatycznie wysokiej pensji: w części tych zawodów płaca trzyma się poniżej krajowej mediany.

Co roku pod koniec jesieni urzędy pracy w całym kraju układają tę samą prognozę. Pytają pracodawców, agencje zatrudnienia i własnych doradców: kogo w przyszłym roku nie da się znaleźć? Odpowiedź na 2026 rok jest krótsza niż zwykle — deficytów ubyło, ale w kilku zawodach brakuje ludzi niemal wszędzie.

Co właściwie znaczy „zawód deficytowy”

Zawód deficytowy to prosty rachunek: pracodawcy szukają więcej ludzi, niż jest chętnych spełniających ich wymagania. Barometr zawodów nie mierzy tego liczbą wolnych etatów ani wysokością pensji. To prognoza jakościowa na jeden rok, którą układa około 2,5 tysiąca osób znających lokalne rynki pracy — doradcy z urzędów pracy, agencje zatrudnienia, organizacje pracodawców. Ich oceny uzupełniono badaniem wśród mniej więcej 4 tysięcy firm.

Dlatego jedno trzeba powiedzieć od razu: brak rąk nie oznacza automatycznie dobrych zarobków. Kandydatów bywa mało z zupełnie różnych powodów — bo zawód wymaga uprawnień i lat nauki, bo praca idzie na nocne zmiany i w delegacje, bo odpowiedzialność jest duża, a kadra się starzeje i nikt nie wchodzi na jej miejsce. Barometr mówi więc nie tyle „gdzie się dobrze płaci”, co „gdzie pracodawca ma realny problem, żeby kogokolwiek zatrudnić”.

Zawody deficytowe 2026 — pełna lista siedemnastu grup

Najszerzej problem widać u kierowców samochodów ciężarowych i ciągników siodłowych — brakuje ich w 326 powiatach, czyli w praktyce w całej Polsce. Tuż za nimi idą lekarze (323 powiaty), psycholodzy i terapeuci (309) oraz pielęgniarki i położne (287). To cztery grupy, które są deficytowe niemal wszędzie, niezależnie od tego, czy patrzymy na duże miasto, czy na powiat rolniczy.

Zawody deficytowe w Polsce w 2026 roku — zasięg i zmiana wobec 2025 (Barometr zawodów 2026)
# Grupa zawodowa Powiaty z deficytem Zmiana r/r
1 Kierowcy samochodów ciężarowych i ciągników siodłowych 326 −5
2 Lekarze 323 +8
3 Psycholodzy i terapeuci 309 −25
4 Pielęgniarki i położne 287 −13
5 Spawacze 274 −23
6 Pracownicy służb mundurowych 260 −33
7 Elektrycy i energetycy 258 −36
8 Nauczyciele praktycznej nauki zawodu 256 +10
9 Nauczyciele przedmiotów zawodowych 252 −15
10 Operatorzy i mechanicy sprzętu do robót ziemnych 252 −11
11 Nauczyciele szkół specjalnych i oddziałów integracyjnych 243 −8
12 Kierowcy autobusów 232 −39
13 Samodzielni księgowi 226 −30
14 Opiekunowie osób starszych lub z niepełnosprawnością 202 +5
15 Magazynierzy 198 −15
16 Monterzy instalacji budowlanych 196 −14
17 Nauczyciele przedmiotów ogólnokształcących i języków obcych 196 −11

Najwięcej mówi tu kolumna ze zmianą. Deficyt rozszerzył się tylko w trzech grupach: u nauczycieli praktycznej nauki zawodu, lekarzy oraz opiekunów osób starszych i z niepełnosprawnością. W pozostałych — kurczył się, czasem mocno, jak u kierowców autobusów (−39 powiatów) czy elektryków (−36). To nie znaczy, że nagle jest ich pod dostatkiem. Znaczy tylko, że problem przestał być aż tak powszechny.

Kilka zawodów zeszło z listy do równowagi: dekarze i blacharze, murarze i tynkarze, mechanicy samochodowi, pracownicy budowlani, podstawowa księgowość, nauczyciele przedszkoli. Lokalnie wciąż potrafi ich brakować — po prostu nie na tyle szeroko, żeby mówić o deficycie w skali kraju.

Gdzie w Polsce brakuje najbardziej

17grup zawodów deficytowych w skali kraju
326powiatów z brakiem kierowców ciężarówek
0zawodów nadwyżkowych w całej Polsce
62grupy deficytowe w samej Warszawie

Deficyt nie rozkłada się po kraju równo. Najwięcej grup deficytowych — 36 — ma województwo opolskie, tuż za nim pomorskie. W ścisłej czołówce są też lubuskie i małopolskie, każde z liczbą rzędu trzydziestu grup. Na drugim biegunie stoi świętokrzyskie z dziewięcioma i łódzkie z jedenastoma. W zachodnim pasie przygranicznym dochodzi dodatkowa presja: o tych samych spawaczy i kierowców biją się polscy oraz niemieccy pracodawcy.

To, co słychać poza Warszawą, brzmi jednak inaczej niż wojewódzkie średnie. Sama stolica zgłosiła aż 62 grupy deficytowe — więcej niż niejedno całe województwo — przy dużym zapotrzebowaniu w edukacji, zdrowiu, transporcie, budownictwie i informatyce. Prognoza dla konkretnego powiatu bywa więc zupełnie inna niż dla regionu, w którym leży. Zanim ktoś wyciągnie wniosek „u mnie brakuje ludzi”, lepiej sprawdzić własny powiat, a nie mapę Polski.

Ile się zarabia w tych zawodach

Skoro w nagłówku jest „ile płacą”, trzeba pokazać liczby — i od razu widać, że rozrzut jest ogromny. Mediana lekarza rodzinnego sięga około 16 tysięcy złotych brutto, specjalisty drugiego stopnia — niespełna 10 tysięcy. Kierowca ciężarówki bierze medianę na poziomie 7,7 tysiąca, pielęgniarka około 9 tysięcy, a opiekun osoby starszej — 5,7 tysiąca. Wszyscy figurują na tej samej liście zawodów, w których brakuje rąk.

Poniższe kwoty to miesięczne mediany brutto z Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń Sedlak & Sedlak, aktualizowane w 2026 roku. Mediana oznacza środek stawki: połowa zarabia mniej, połowa więcej. Konkretna oferta zależy od województwa, stażu, formy zatrudnienia, liczby dyżurów i posiadanych uprawnień.

Miesięczne mediany wynagrodzeń brutto w wybranych zawodach deficytowych (OBW Sedlak & Sedlak, 2026)
Zawód Mediana brutto / mies.
Lekarz rodzinny ≈ 16 060 zł
Lekarz specjalista II stopnia ≈ 9 860 zł
Pielęgniarka ≈ 8 970 zł
Samodzielny księgowy ≈ 8 140 zł
Elektryk ≈ 8 130 zł
Kierowca samochodu ciężarowego ≈ 7 750 zł
Psycholog ≈ 7 700 zł
Spawacz ≈ 7 290 zł
Kierowca autobusu ≈ 7 030 zł
Magazynier ≈ 6 450 zł
Opiekun osoby starszej ≈ 5 700 zł

Widać w tym pewną logikę. Najlepiej płacą zawody, w których deficyt spotyka się z trudnymi do zdobycia kwalifikacjami i możliwością pracy dla sektora prywatnego — lekarze, doświadczeni kierowcy w transporcie międzynarodowym, samodzielni księgowi, elektrycy z uprawnieniami. Najniżej wypada opieka i część prac magazynowych, gdzie liczy się głównie obecność i wysiłek fizyczny, a nie certyfikaty.

Ratowników medycznych na liście siedemnastu grup nie ma, ale ich płace dobrze pokazują, ile w ochronie zdrowia znaczą dodatki. Od lipca 2026 roku ustawowa pensja zasadnicza ratownika na etacie wynosi 8369,35 zł brutto, a za każdą godzinę w zespole ratownictwa medycznego dochodzi 30 procent stawki. Wyliczenia brutto i netto, razem z nockami i świętami, są w tekście o tym, ile zarabia ratownik medyczny.

Deficyt to nie zawsze pensja powyżej średniej

Tu dochodzimy do sedna. GUS pokazuje, że w styczniu 2026 roku mediana wynagrodzeń w gospodarce narodowej wyniosła 7 447,16 zł brutto — połowa zatrudnionych dostała nie więcej. W sektorze prywatnym była niższa (6 744,14 zł), w publicznym wyższa (8 790,54 zł). Płaca minimalna od stycznia to 4 806 zł brutto.

Zestawienie tych progów z pensjami w zawodach deficytowych układa się w trzy różne historie:

  • Deficyt i pensja wyraźnie powyżej mediany — lekarze, część pielęgniarek, elektrycy, samodzielni księgowi, doświadczeni kierowcy ciężarówek.
  • Deficyt przy pensji blisko krajowej mediany — spawacze, kierowcy autobusów, operatorzy maszyn budowlanych, spora część nauczycieli.
  • Deficyt i pensja poniżej mediany — opiekunowie osób starszych, część opiekunów medycznych, magazynierzy.

Dlaczego brak ludzi nie podnosi tu płac sam z siebie? W usługach publicznych trzymają je budżety i ustawowe widełki. W transporcie i budownictwie wzrost stawek dławią koszty oraz presja cenowa klientów. W opiece społecznej potrzeby kadrowe rosną szybciej niż budżety samorządów, a te bywają bardzo różne w zależności od gminy. Deficyt potrafi więc być realny, a pensja i tak stoi w miejscu.

Dlaczego wciąż brakuje ludzi

Przyczyny są znane i żadna nie zniknie z dnia na dzień. Społeczeństwo się starzeje, więc rośnie zapotrzebowanie na lekarzy, pielęgniarki, opiekunów i fizjoterapeutów — a jednocześnie duża część dzisiejszej kadry medycznej zbliża się do emerytury. Barometr odnotował, że deficyt lekarzy rozlał się w 2026 roku na kolejnych osiem powiatów, a opiekunów osób starszych — na kolejnych pięć.

Druga rzecz to bariera wejścia. Lekarza, pielęgniarki, nauczyciela zawodu czy kierowcy z odpowiednią kategorią prawa jazdy nie da się zastąpić kimś z ulicy — potrzeba lat nauki, praktyki i egzaminów. Do tego dochodzą warunki, które odstraszają: nocne zmiany, dyżury, delegacje, praca fizyczna. Szkoły zawodowe przegrywają o fachowców z firmami, publiczne przychodnie z prywatnymi, a domy opieki z ofertami zza granicy.

Bywa i tak, że ludzie są, tylko nie tam, gdzie trzeba. Ktoś szuka pracy w powiecie z nadwyżką kandydatów, a wakat czeka pięćdziesiąt kilometrów dalej. Brak dojazdu, ceny mieszkań i niechęć do przeprowadzki potrafią utrwalić lokalny niedobór skuteczniej niż sam poziom płac.

Które zawody dają najlepsze perspektywy

Najmocniejszą kartę w ręku mają ci, którzy łączą deficytową specjalizację z papierami i mogą przenieść się między branżami — elektrycy i energetycy, spawacze, operatorzy sprzętu, samodzielni księgowi, kierowcy ciężarówek, ludzie ochrony zdrowia. Dla nich brak rąk na rynku realnie przekłada się na pozycję w negocjacjach o stawkę.

Wysokie zapotrzebowanie nie znaczy jednak, że wejście jest łatwe. W medycynie i edukacji barierą są lata kwalifikacji. W transporcie — odpowiednie kategorie i kwalifikacja wstępna. Przy pracach technicznych — uprawnienia energetyczne, spawalnicze albo operatorskie. Kto chce zmienić zawód szybciej, ma bliżej do kursów na operatora maszyn, spawacza, montera instalacji czy opiekuna medycznego. Rynek dorobił się też zupełnie nowych profesji, o których dekadę temu nikt nie mówił.

Jedno zastrzeżenie na koniec: ogólnopolski deficyt nie gwarantuje ofert w każdym mieście. Zanim ktoś zapłaci za kurs, powinien sprawdzić prognozę Barometru dla własnego powiatu — bo to ona, a nie krajowa średnia, decyduje, czy po szkoleniu znajdzie pracę blisko domu.

Najczęstsze pytania

Który zawód jest najbardziej deficytowy w 2026 roku?

Kierowcy samochodów ciężarowych i ciągników siodłowych — brakuje ich w 326 powiatach, czyli w praktyce w całym kraju. Zaraz za nimi są lekarze (323 powiaty) oraz psycholodzy i terapeuci (309).

Czy zawód deficytowy zawsze znaczy wysoką pensję?

Nie. Barometr pokazuje, gdzie brakuje pracowników, a nie gdzie się najlepiej płaci. Opiekun osoby starszej i magazynier są deficytowi, a ich mediany (5,7–6,5 tys. zł brutto) leżą poniżej krajowej mediany wynoszącej 7 447 zł.

Gdzie w Polsce brakuje pracowników najbardziej?

Najwięcej grup deficytowych ma województwo opolskie (36), wysoko są też pomorskie, lubuskie i małopolskie. Liczy się jednak powiat, nie region — sama Warszawa zgłosiła 62 grupy deficytowe.

Czy opłaca się przekwalifikować na zawód deficytowy?

Zależy od powiatu i od tego, ile trwa zdobycie uprawnień. Krótszą drogę dają kursy na operatora maszyn, spawacza, montera czy kierowcę zawodowego. Przed zapisem sprawdź prognozę Barometru dla swojego powiatu, bo ogólnopolski deficyt nie oznacza ofert wszędzie.

Jakie zawody medyczne są deficytowe?

Lekarze, pielęgniarki i położne, psycholodzy i terapeuci oraz opiekunowie osób starszych i z niepełnosprawnością. Deficyt lekarzy i opiekunów w 2026 roku jeszcze się rozszerzył, głównie przez starzenie się społeczeństwa i kadry.

Dane aktualne na sierpień 2026.